Dzień świętego Patryka i irlandzkie whiskey

Dziś dzień świętego Patryka czyli najpopularniejsze irlandzkie święto, w Polsce obchodzone dzięki amerykańskiej popkulturze. Każdy kogo znam ma z tym świętem jakieś kiepskie skojarzenia, od popelinowatych piosenek polskich rockmanów do złego kaca po święcie obchodzonym przez zalanie się w trupa kiepskim piwem zabarwionym niebieskim syropem. Czym jest to święto a czym nie jest można przeczytać w poświęconej dniu św. Patryka notce na blogu ZInnejBeczki, ona właściwie wyczerpuje temat, dzięki czemu możemy przejść do sedna i przyjemności.

Do przyjemności czyli do irlandzkich whiskey, gatunku który bardzo lubię i na którym jak dotąd się nie przejechałem (w przeciwieństwie do szkockich). Wokół irlandzkiej whiskey też narosło sporo mitów, zajmijmy się zatem nimi pokrótce. Nie, nie ma żadnej różnicy w wymowie “whisky” i “whiskey”, to są dwa zapisy tego samego i tak samo wymawianego słowa. Irlandczycy późno, bo dopiero w połowie XIX wieku, przeszli na zapis z “e”, w celach czysto marketingowych, aby odrożnić swój destylowany w alembikach alkohol od zdobywających rynki szkockich whisky (bez “e”). Szkockie blendy wygrywały niskim kosztem produkcji, umożliwionym przez destylację w kolumnie, opatentowanej przez Eneasza Coffeya, Irlandczyka (i odrzuconej przez jego krajan). Nie, potrójna destylacja w alembiku nie jest stosowana wyłącznie w Irlandii, tak samo destyluje szkocka Auchentoshan. Irlandzka whiskey nie musi być pozbawiona dymnego charakteru, lekko torfowa Connemara jest dziś w Polsce do kupienia nawet w hipermarketach. Oraz Irlandczycy, podobnie jak Szkoci, korzystają zarówno z beczek po bourbonie jak i po winach.

Jest jeden styl whisky unikalny dla Irlandii, to tzw. pure pot still (albo single pot still), to whiskey destylowana wyłącznie w alembiku z mieszaniny słodu jęczmiennego oraz jęczmienia niezesłodowanego. Stoi za tym trochę ciekawej historii, a najpopularniejszą whiskey w tym stylu jest wysoko ceniona Redbreast. Niemniej wyciąganie Redbreasta na św. Patryka urosło już do rangi cliché, jak zauważył Ralfy, więc single pot stille poczekają na inny dzień.

A tymczasem z szafki wyciągam kilka innych irlandzkich którymi można uczcić dzień św. Patryka.

Trzy irlandzkie whiskey: Jameson, Writers Tears, Tullamore DEW 12yo

Trzy raczej podstawowe irlandzkie whiskey: każda o innym charakterze, każda warta spróbowania. Kotor najwyraźniej nie jest zainteresowany.

Podstawowy Jameson w zielonej butelce moim zdaniem rządzi w swojej kategorii cenowej. Jako mieszanina whiskey zbożowej (z kolumny) oraz single pot still jest bardzo irlandzki i raczej niepodrabialny przez Szkotów. Oprócz łagodności oferuje ciekawy, trawiasto-iglasty charakter, ale i niepozbawiony miodowo-waniliowej słodyczy. Doskonale się nadaje do Hot Toddy czyli ikonicznego irlandzkiego napoju na zimne dni: gorąca woda, whiskey, odrobina miodu i cytryny. Z Jamesonem nie trzeba więcej składników, jego “zielony” charakter zastąpi dodatki. Jak wszyscy widzimy tegoroczny święty Patryk jest w Polsce mroźny i śnieżny więc Hot Toddy będzie jak znalazł.

Writers Tears to kolejna bardzo irlandzka whiskey: mieszanina whiskey single malt oraz single pot still. Jest łagodna, jabłkowo-cytrusowa ale też z odrobiną trawiastej, wrzosowej, “zielonej” wytrawności w zapachu, z kolei ciasteczkowo-karmelowa w smaku. Jedna z moich ulubionych whiskey “na co dzień” – co nie znaczy że piję codziennie, a i picia codziennie nie polecam – którą można bez spiny nalać do szklaneczki towarzyszącej dobrej książce czy dobremu serialowi oglądanemu w domu. Butelka schodzi mi zauważalnie szybciej niż lepsze i bardziej delektowalne destylaty.

Tullamore D.E.W w swojej podstawowej wersji z zieloną etykietą jest łagodna i raczej nudna, przeznaczona na drinki. Za to butelka pokazana na zdjęciu czyli Tullamore D.E.W 12yo, z fioletową etykietą, jest zdecydowanie ciekawsza. Oprócz miodu i wanilii, pojawiają się zapachy owoców raczej kwaskowatych (jabłka zielone i czerwone, winogrona, żurawina, wiśnie), przypraw (goździki) i czekolady – to wpływ beczek po sherry, bardzo ładnie zbalansowany.

Kotor wyjątkowo postanowił wziąć udział w zdjęciach i ładował się w kadr, przez co czwartą butelkę i kieliszek sfotografowałem osobno, kiedy już sobie raczył pójść. Ale to i dobrze, czwarta butelka to jedna moich z ulubionych whisky, zasługuje na osobne zdjęcie.

Bushmills 16 years old Three Wood

Bushmills 16 years old Three Wood single malt. Ta whiskey zawiera wszystko co uwielbiam. Kotor ponownie demonstracyjnie niezainteresowany.

Szesnastoletni single malt Bushmills z trzech rodzajów beczek – po bourbonie, sherry i porto – to prawdziwa uczta zmysłów. W tej whiskey jest wszystko. Słód, marcepan i orzechy, owoce takie jak jabłka (kwaśne zielone i słodkie czerwone), winogrona, wiśnie, pomarańcze, rodzynki, czekolada mleczna i gorzka, odrobina przypraw (cynamon). Mógłbym ją wąchać godzinami, za każdym razem w zapachu jest coś innego. W smaku słodka, przyjemna, rumowa, z owocami i czekoladą, ale też złożona i dębowa. Zostaje w ustach wspaniałym finiszem, aż się chce jeszcze. Pyszna.

Bushmills 16yo był jeszcze niedawno moją główną rozbieżnością z “Biblią” Murraya gdzie ocenił ją nisko i oskarżył o zasiarczone beczki. Faktycznie mogła mu się trafić próbka z takiej serii sprzed kilku lat (bo recenzja i punktacja bez zmiany figurują w książce na pewno w rocznikach 2015, 2016, 2017). Najwyraźniej do rocznika 2018 dostał nową próbkę i przyznał tej whiskey tytuł najlepszego irlandzkiego single malta na rok 2018. Nie jestem zbyt rozeznany w irlandzkich maltach ale zdecydowanie zasłużenie i w stu procentach się zgadzam z tym tytułem. Polecam!

Jessica Jones i whisky, sezon drugi

Ósmego marca Netflix wypuścił drugi sezon serialu “Jessiki Jones”, serialu którego pierwszy sezon uważam za najlepszą jak dotąd produkcję Netflixa na licencji Marvela. Mam więc uzasadnione, wysokie oczekiwania. I plan żeby nie obejrzeć wszystkich odcinków za jednym posiedzeniem tylko się nimi delektować i cieszyć.

Tytułowa bohaterka jest funkcjonalną alkoholiczką więc zdecydowanie nie polecam naśladowania jej w piciu. Niemniej dużo frajdy daje śledzenie trunków pochłanianych przez Dżesikę, zazwyczaj whisky – w końcu cóż innego miałaby pić dziewczyna o tak rokendrolowej stylówie – wśród których w pierwszym sezonie znajdowało się kilka smaczków. Jak chociażby nieisniejąca kanadyjska whisky Winston która pojawiła się na okładce Iron Mana #128 z 1979, w historii o alkoholizmie Tony’ego. Polecam artykuł na BuzzFeed wyliczający alkohole pite w pierwszym sezonie, pojawia się także polska wódka Żytnia.

Jessica pochłania whisky tanie, zazwyczaj amerykańskie, w związku z tym wyciągnąłem z gablotki kilka które uważam za nieźle pasujące do powolnego sączenia podczas seansu. Powolnego, lepiej nie pić tak często i tak dużo jak Jessica, szkoda zdrowia i dobrej fabuły.

Jessica Jones i cztery whisky

Nie pijcie jak Jessica.

Pierwsza z lewej to Rebel Yell, bourbon w którym zamiast żyta drugim zbożem jest pszenica, dzięki czemu jest wyjątkowo łagodny, idealny na początek przygody z bourbonami. Niedawno przeszedł redesign butelki, zanim zaczął wyglądać na drogą rzemieślniczą whisky nalewany był do butelek o kwadratowej podstawie, a’la Jim Beam czy Jack Daniel’s. Stworzony przez bardzo ciekawą postać, człowieka który łączył sentyment do Konfederacji z walką przeciw segregacji rasowej w USA. Rebel Yell będzie miał na tym blogu dłuższy wpis bo to kawał ciekawej historii. Wyciągnąłem go ponieważ nie mam akurat najpopularniejszego pszenicznego bourbona, Maker’s Mark z charakterystyczną zalakowaną szyjką, który w drugim sezonie Dżesiki pojawia się jako istotny element fabuły.

Druga whisky to Four Roses Single Barrel, z okazji pojawiającego się regularnie w tym serialu Four Roses “Yellow Label”. Podstawowa wersja z żółtą etykietą pojawia się w drugim sezonie równie regularnie jak w pierwszym, w USA Four Roses ma budowany przez cztery dekady wizerunek taniej i podłej gorzały. Ten wizerunek nie przystaje dziś do rzeczywistości, od czasu kupienia przez japoński browar Kirin są to dobre bourbony, Single Barrel jest nawet bardzo dobry, ale opowiemy sobie o tym w dedykowanym wpisie.

Trzecia to Bulleit Bourbon, także produkcja destylarnii Four Roses ale należąca (marka, zamówienie, butelkowanie, dystrybucja) do Diageo, dzięki czemu w europejskich sklepach jest bardzo szeroko dostępny z okazji wspólnej dystybucji z Johnnie Walkerem. Czyli w razie braku Four Roses może posłużyć jako substytut. Bulleit to wspaniały reprezentant gatunku bourbonów wysokożytnich (28% żyta w zacierze), a do tego niedawno na polskim rynku pojawiła się wersja dziesięcioletnia. Linia Bulleit będzie miała tutaj także swój osobny wpis.

Ostatnia butelka to Jim Beam Rye, jedyna żytnia whisky w tym zestawie. Jessica co prawda Jima Beama piła tylko bourbona w podstawowej wersji (“white label”), za to w pierwszym sezonie przewinęła się nowojorska żytnia Hudson Manhattan Rye. Jej ceny, zwłaszcza w Europie, lokują ją zdecydowanie poza kategorią tanich gorzał do żłopania na ulicy z papierowej torebki – a to właśnie robi Jessica w pierwszym odcinku pierwszego sezonu. Przed wykosztowaniem się na Hudsona warto spróbować tańszej żytniej whisky, jak właśnie ten Beam czy też Bulleit Rye, obie będą bardzo dobrym wstępem do tej uwielbianej przeze mnie kategorii.

Na telewizorze widać pierwszą scenę drugiego odcinka drugiego sezonu, scenę w której kilka minut później barmanka nalewa Dżesice z butelki o przysłoniętej etykiecie ale widoczne litery i owal pod szyjką wskazują jednoznacznie na The Glenlivet. To byłby pierwszy raz kiedy Jessica pije szkockiego single malta! A żeby się dowiedzieć czy to jednorazowy strzał czy może trwalsza zmiana, trzeba obejrzeć cały sezon.

Jessica Jones pije The Glenlivet?

The Glenlivet?

Wizyta w destylarnii Nestville

Whisky Nestville była dla mnie sporym zaskoczeniem. Najpierw w Auchan dostrzegłem ją pośród innych tanich blendów, chyba jedyna zresztą butelka pochodząca z Europy kontynentalnej, i miałem przejść obojętnie, ale przypomniałem sobie że ekipa bloga ZInnejBeczki jakoś dobrze się o niej niedawno wyrażała, tyle że oni wtedy mieli jakiegoś single barrela a nie podstawowy blend. Kilka minut później w tym samym sklepie zauważyłem ekspozycję z właśnie ową Nestville Whisky Single Barrel, w zestawie z ładnym, drewnianym kuferkiem wyłożonym sianem. Aż wyciągnąłem telefon żeby sprawdzić czy to na pewno ta, po trafieniu na notkę zinnejbeczki o Nestville Whisky Single Barrel podjąłem decyzję o zakupie. Ta butelka to całkiem niezła whisky w swojej kategorii cenowej. Rzadko młoda destylarnia ma tak udane swoje pierwsze destylaty, zwłaszcza z kontynentu. O whisky młodych destylarnii francuskich, belgijskich czy niemieckich jeszcze sobie tutaj opowiemy.

Jako że krótki urlop snowboardowy w tym roku postanowiliśmy eksperymentalnie spędzić na Słowacji, zorientowałem się że mamy niecałe sto kilometrów do miejsca produkcji whisky Nestville, na dodatek okazują się mieć cały “Nestville Park” i przewodników dla zwiedzających. W dniu odpoczynku od jeżdżenia potwierdziłem telefonicznie że są, działają i zapraszają – i po południu pojechaliśmy do miejscowości Hnezdne w regionie Spisz.

Brama wjazdowa do Nestville.

Brama do Nestville. Zachęcająca!

Zaraz po przekroczeniu bramy gorzelnia wita sporymi blaszanymi magazynami na dostarczane zboże. Wyglądają imponująco i już na pierwszy rzut oka sugerują trochę większy przerób niż przypisywałem małej, rzemieślniczej destylarnii robiącej oprócz whisky trochę wódek i likierów. Położone na wprost od bramy wielkie, poczwórne silosy potęgowały te podejrzenia. Ale nie uprzedzajmy faktów, trzeba zakupić bilet i rozpocząć zwiedzanie z przewodnikiem. Nas było dwoje a minimum dla grupy z przewodnikiem to pięć osób, na szczęście dzięki wcześniejszemu telefonowi udało się dołączyć do już uformowanej grupy z oprowadzaniem w języku angielskim.

Początek wycieczki to “Nestville Park”, bardzo ładnie przygotowane i rozmieszczone chatki pokazujące różne tradycyjne rzemiosła i zajęcia związane z produkcją alkoholu, począwszy od uprawy i obróbki zboża. Potem zostaliśmy zaprowadzeni do bardzo autentycznie wyglądającej słodowni, ze znaną ze szkockich budynków tego typu pagodą na dachu. Słodownia zawierała dwie małe (tak na oko cztery na osiem metrów) podłogi z rozłożonym do celów demonstracyjnych jęczmieniem, co momentalnie mi nie pasowało jako miejsce słodowania takich ilości zboża jakie sugerowałyby magazyny dostawcze oraz silosy. Znajdująca się na piętrze tradycyjna suszarnia tylko spotęgowała to wrażenie. Ale wizyta w słodowni oczywiście bardzo przyjemna i pełna informacji o procesie przygotowania jęczmienia.

Słodownia podłogowa

Słodownia podłogowa. Nie wygląda na używaną do obsługi takiej gorzelni.

Po części muzealnej weszliśmy na teren zakładu gdzie przywitały nas wspomniane wcześniej olbrzymie silosy zbożowe. Przy nich stała duża suszarnia do zboża i kilkupiętrowy budynek z blachy falistej z tabliczką “post-harvest processing” gdzie nie zostaliśmy wpuszczeni.

Wchodzimy do głównego budynku produkcyjnego, koniec ze zdjęciami.

Śrutownia, pierwsze pomieszczenie w zasadniczym budynku gorzelni, uświadomiła mi skalę produkcji jaka się tam odbywa. Wysoka hala produkcyjna z trzema kondygnacjami metalowych podłóg. Potem wizyta w hali fermentacyjnej: wysokie na wspomniane trzy piętra kadzie fermentacyjne, średni dzienny uzysk z jednej to około siedem tysięcy litrów czystego alkoholu.

Zakład destyluje wyłącznie w kolumnach, mają do tego skonstruowany zestaw siedmiu kolumn destylacyjnych, z których z pierwszej jest odzyskiwane młóto (to co anglofoni nazywają “draff”: pozostałości po pozbawionym węglowodanów zbożu, bogate w białko, błonnik i tłuszcze, cenione jako pasza). Łącznie destylarnia produkuje około 35 tysięcy litrów czystego alkoholu dziennie, ponad jedenaście milionów litrów spirytusu rocznie. Wszystko wyłącznie ze zbóż, pszenicy i jęczmienia. Oprócz alkoholu spożywczego gorzelnia produkuje też spirytus techniczny, farmaceutyczny i jeszcze kilka innych wymienionych na stronie firmy, mają też w ofercie alkohol bezwodny produkowany z użyciem sit molekularnych. Generalnie destylują do typowej mocy 96%, z wyjątkiem alkoholu przeznaczonego na whisky, destylowanego nie wyżej niż 94.8% (co odpowiada dopuszczalnemu maksimum destylacji dla whisky szkockiej i irlandzkiej) – niestety nie dopytałem do jakiej dokładnie mocy destylują, podali tylko górną granicę. Około 80% łącznej produkcji trafia od razu do kontrahentów z krajów unijnych którzy używają spirytusu do dalszej produkcji, pozostałe 20% to alkohol spożywczy przeznaczony do zabutelkowania i wypuszczenia jako marki własne.

Na koniec przewodniczka zaprowadziła nas do magazynów beczek whisky – te budynki wyglądały autentycznie, miały zaplombowane urzędowo drzwi – gdzie w jednym z nich znajdowała się wydzielona sala degustacyjna, z drewnianą płaskorzeźbą dumnie podpisaną “1286 Nestville Distillery”. 1286 to rok pierwszej wzmianki o wsi Hnezdne gdzie znajduje się gorzelnia, region Spiszu jest górzysty więc pewnie nigdy się nie dowiemy od kiedy pędzone są tam alkohole. Tam też zobaczyliśmy przegląd aktualnie dostępnych butelek marek gorzelni: cztery wypusty whisky Nestville (podstawowa zielona trzyletnia z zieloną etykietą, czerwona sześcioletnia, starzona w beczkach po sherry “black&white” oraz siedmioletnia single barrel) plus likier wiśniowy na bazie whisky, linia wódek Alternative, linia pięciu likierów Tatra Balsam oraz pięć destylatów smakowych Spišská. Tam dostaliśmy po szklaneczce podstawowej “zielonej” blended whisky i na tym skończyło się zwiedzanie.

Aktualna ofera whisky Nestville

Aktualna ofera whisky Nestville na tle drewnianej płaskorzeźby w gorzelnianym pokoju dla zwiedzających. Będzie na blogu test wszystkich, z wyjątkiem likieru wiśniowego.

Po wycieczce odwiedziliśmy sklepik przygorzelniany z dość typową ofertą: komplet opisanych wyżej butelek plus Nestville Master Blender (podobno limitowana ośmioletnia whisky), miniaturki, książki, koszulki, czapki i bibeloty typu drewniany zegar w który wchodzi butelka Nestville (zielona). Kupiłem obie butelki których nie widziałem jeszcze w polskich sklepach (czyli czerwoną i B&W), miniaturkę zielonej i mam tym samym zestaw czterech whisky Nestville którym będę mógł poświęcić przekrojową notkę na blogu. I wtedy też sprawdzimy jak ta młoda i przemysłowa gorzelnia poradziła sobie z whisky.

Ogólne wrażenie mam takie, że Nestville to gorzelnia zrobiona biznesowo bardzo z głową, chociaż pewnie dla wielu oznacza to brak duszy. Nie jest rzemieślniczym zakładem, od momentu startu w 2002 roku ma duże możliwości produkcyjne, zresztą od 2008 roku bardziej niż podwojone, wtedy też zaczęli produkcję whisky. Większość destylatu sprzedaje branżom mniej kapryśnym niż kolorowe alkohole, a jednocześnie nie zaczęłą od butelek za pięćdziesiąt euro dla koneserów tylko od niedrogiego blenda (Czechy i Słowacja to podobno kiepskie rynki dla drogich alkoholi ale to osobny temat). Dodatkowo od początku ma zorganizowaną i doinwestowaną część do zwiedzania więc widać że zależy im na marketingu. Zdecydowanie jest to miejsce warte odwiedzenia jeśli jest się w zasięgu godziny-dwóch podróży.

Czy grozi nam brak wiekowej whisky?

Cały ten wpis jest pokłosiem fejsbukowej dyskusji wywołanej przez tubkę Jarosława Bussa w której twierdzi, że na rynku szkockiej czekają nas braki wiekowej whisky (w branży szkockiej oznacza to whisky mające dziesięć i więcej lat). W dyskusji tej twierdziłem że wcale nas takie braki nie czekają, podpierając się moim poprzednim wpisem o rynku szkockiej i linkowanymi w niej analizami Michaela Kravitza. Jeden z dyskutantów całkiem słusznie zauważył że ogólna ilość wiekowej whisky nie daje pełnego obrazu sytuacji: istotne są stany magazynowe tych whisky, których braki są oficjalnymi powodami zastępowania wersji dziesięcio- czy dwunastoletnich przez wersje no-age-statement.

Zbudowanie dokładniejszego obrazu wymaga zestawienia możliwości produkcyjnych szkockich gorzelni słodowych w ostatnich dziesięciu-dwunastu latach. Nie jest to wielkość bezpośrednia ale możliwości produkcyjne, podawane w litrach czystego spirytusu rocznie, są dla każdej destylarni danymi publicznymi zamieszczanymi w corocznych raportach Scotch Whisky Association, w przeciwieństwie do stanów magazynowych które bywają pilnie strzeżonymi tajemnicami. W aktualnym boomie, trwającym od około 2004 roku, destylarnie produkują tyle na ile pozwalają ich możliwości produkcyjne lub niewiele mniej (z kilkoma wyjątkami), dlatego założenie że do beczek trafia tyle ile da się wyprodukować uznam za wystarczające.

Destylarnie whisky zbożowej nas tutaj nie interesują bo problem braku wiekowej whisky dotyczy głównie single maltów, zresztą zakłady destylujące w kolumnie mają potężne moce produkcyjne, znacząco przekraczające aktualne zapotrzebowanie.

Do pozbierania tych danych kupiłem na Amazonie wszystkie dotychczasowe numery Malt Whisky Yearbook i przepisałem do arkusza podane tam możliwości produkcyjne każdej ze szkockich gorzelni słodowych. Arkusz w formacie XLS jest tutaj.

Moce produkcyjne w litrach czystego spirytusu.

Moce produkcyjne w litrach czystego spirytusu. Ile to butelek!

Kilka wniosków w najbardziej interesującym nas temacie whisky no-age-statement:

  1. Glenlivet przeszła potężną rozbudowę, w 2010 roku miała dwukrotnie większe moce produkcyjne niż jeszcze dwa lata wcześniej. To oznacza że najpóźniej w 2022 powinna być w stanie oferować na wszystkich swoich rynkach podstawową Glenlivet 12yo, zostawiając Founder’s Reserve jako ciekawostkę o innym profilu smakowym. W roku 2019 zamierzają mieć moc produkcyjną trzykrotnie większą, na poziomie 30 mln litrów spirytusu, założenie że do 2031 nowe rynki (Indie, Chiny) będą w stanie skonsumować takie ilości tego single malta jest bardzo odważne.
  2. William Grant & Sons jednocześnie zbudowali potężną Ailsa Bay która od kilku lat jest głównym źródłem whisky słodowej w blendach Grant’s oraz sukcesywnie rozbudowują “zluzowane” (z dostarczania do blendów) Glenfiddich, Balvenie i Kininvie. Sprawność z jaką rozbudowują produkcję widać na półkach: na żadnym ze swoich rynków Glenfiddich 12yo nie zniknął nawet na chwilę. I nie zniknie.
  3. Z piątki destylarnii z których pochodzą słodowe whisky w blendach Chivas – Strathisla, Tormore, Longmorn, Braeval, Allt-A-Bhainne – cztery nie przeszły żadnej rozbudowy lub przeszły niewielką, zwiększenie mocy produkcyjnych dokonało się przez reaktywowanie w 2008 Braeval o mocy produkcyjnej cztery miliony litrów spirytusu rocznie. O losy Chivas Regal 12yo nie ma co się więc martwić, mam nadzieję że Pernod Ricard wreszcie wyda całą piątkę jako oficjalne single malty.
  4. Macallan się sukcesywnie rozbudowuje i na niektóre rynki już powoli wracają wycofane kilka lat temu znane i lubiane wersje z oznaczeniem wieku. Co niekoniecznie oznacza wycofanie NASowej serii “kolorowej”. 26 mln litrów mocy produkcyjnych od 2018 roku jest odrobinę mylące, po prostu obok dotychczasowego zakładu o mocy producyjnej 11 mln litrów postawiono nowy o mocy 15 mln litrów gdzie przeniesiono całą załogę, tym samym wyłączając starą gorzelnię. Ale gdyby zapadła taka decyzja, nic nie blokuje Macallana przed produkcją w obu zakładach jednocześnie.
  5. Destylarnie na Islay rozbudowują się bardzo powoli albo wcale co tylko potwierdza że są to produkty dla koneserów, zresztą większość ich produkcji jest butelkowana jako single malty. Wyjątkiem jest Caol Ila której destylat jest istotnym składnikiem Johnie Walkerów (zwłaszcza czarnego). Chociaż dziś gruchnęła wiadomość o rozbudowie Ardbega mającej podwoić moce produkcyjne.
  6. Diageo bez większych fanfar mocno rozbudowuje destylarnie znane z linii Singleton (Dufftown, Glen Ord, Glendullan), największą rozbudowę przeszedł Glen Ord którego Singleton oferowany jest w Azji, co oznacza że także Diageo mocno stawia na rozwój tamtych rynków.

I jeszcze obserwacja ogólna. Jak widać na wykresie w poprzednim wpisie o rynku whisky, od 2011 roku eksport szkockiej nie rośnie, po 2010 roku globalne wzrosty spożycia whisky to prawie wyłącznie whiskey amerykańska (wewnątrz tej kategorii rośnie głównie Tennessee Whiskey czyli po prostu Jack Daniel’s). Szkoci mają jakieś dziesięć lat na rozruszanie swojego eksportu i przekucie klientów “blendowych” w “singlemaltowych”. Jeśli tego nie zrobią, około roku 2030 zaczniemy wręcz pływać w wiekowej whisky słodowej.

A w każdym razie możemy liczyć na zwiększenie podaży i poluzowanie cen. Czego sobie i wam życzę. Slainté!

Promocje grudniowe 2017

W tym roku niestety nie jesteśmy tak rozpieszczeni promocjami na whisky w hipermarketach jak w zeszłym roku rozpieszczał nas Carrefour czy Tesco. Możecie nawet nie szukać alkoholi w gazetkach promocyjnych – pojawi się co najwyżej trochę piw. Chociaż widziałem donosy o bardzo fajnych cenach na niektóre whisky w Carrefourach, sprawdzę to w poniedziałek wieczorem i uzupełnię wpis.

EDIT: zgodnie z obietnicą o promocji w Carrefourze na dole wpisu!

Warto natomiast rozejrzeć się po innych sklepach bo pojawiło się kilka ciekawostek. I to w sklepach które raczej nie słyną z alkoholi premium.

Whisky and Christmas

Biedronka po cichu i z zaskoczenia wrzuciła do swojej oferty Starkę. Ze Szczecina, czyli tę prawdziwą, produkowaną przez dekady przez szczeciński Polmos aż do jego upadku i niedawnego wznowienia produkcji przez nową spółkę, Szczecińską Fabrykę Wódek STARKA sp. z o.o., która kupiła pozostałości po tamtym Polmosie wraz z magazynem pełnym beczek w różnym wieku.

Starka to bardzo ciekawy wkład Rzeczypospolitej w beczkowane spirytualia. To destylat żytni wlewany do dębowych beczek, zazwyczaj po winach, którego wzmianki pojawiają się w źródłach pisanych już z XVI wieku, a więc na długo zanim Szkoci i Amerykanie zaczęli używać dębowych beczek do dojrzewania whisky. Starkę można bez oporów nazywać żytnią whisky. Po więcej wiedzy odsyłam do numeru 06/2016 magazynu Aqua Vitae gdzie jest obszerny i świetnie napisany artykuł o historii Starki, z przypisami i rozbieraniem kilku narosłych wokół niej mitów.

To, co zaskakuje w Biedronkowej ofercie, to ceny Starki. 18-letnia zamiast okolic 330zł (tyle kosztuje w sklepach internetowych i specjalistycznych) kosztuje 199zł. 21-letnia – 299zł (zamiast ponad pięciu stów). Są też dwie nowe, młodsze edycje które dopiero niedawno pojawiły się na rynku, trzy- i sześcioletnia (ma do nich w pierwszym kwartale 2018 dołączyc dziewięcioletnia), obie także w rewelacyjnych cenach, odpowiednio 40 i 50zł bez grosza za butelkę 0.7L.

Noty degustacyjne jeszcze się na blogu pojawią. Na pewno jest to alkohol wart spróbowania, ale przed wyskoczeniem z ceny świetnego single malta proponuję zapoznać się ze starką młodszą lub po prostu spróbować jednego kieliszka. Zwłaszcza że zupełnie nie jest to profil smakowy znany z uwielbianej przeze mnie żytniej whiskey amerykańskiej.

Dodatkowo za 60zł można kupić dwunastoletnią Golden Loch, to jest dobra cena za szkockiego blenda w tym wieku, zwłaszcza że wypadła bardzo dobrze na tle droższej konkurencji w Wielkim Teście Blended Whisky 12yo ekipy bloga Z Innej Beczki. Swoją drogą jeśli jeszcze nie znacie tego bloga to kliknijcie, dodajcie do RSSów i polubcie na fejsie, oprócz degustacji zawiera mnóstwo wiedzy, a artykuły o Sherry czy Brandy de Jerez to prawdziwa skarbnica.

Makro potrafi czasem zabłysnąć przebojem ale ma niestety promocje mocno zlokalizowane, w gestii konkretnego sklepu, dlatego warto się tutaj wymieniać informacjami, na przykład na fejsowej grupie “Whisky / Bourbon okazje cenowe”. W zeszłym tygodniu złotym strzałem był cynk że Makro w Sosnowcu ma bourbona Booker’s za dwie stówy, Baker’s za 185 oraz żytnią Bulleit Rye za 74.

Lidl natomiast jest moim osobistym zwycięzcą grudnia 2017 jeśli chodzi o whisky.

Po pierwsze w najbliższym lidlu trafiłem dziś na pierwszą butelkę lidlowej marki Ben Bracken: 12 years old Pure Malt, jak rozumiem to samo co na Wyspach jest w Lidlu dostępne od 2015 roku i ma tam na etykiecie napisane Blended Malt (Scotch Whisky Association nie pozwala na posługiwanie się kategorią Pure Malt). 60zł lokuje tę butelkę na cenowym poziomie Golden Loch 12yo i jest to również bardzo dobra w swojej kategorii cenowej propozycja. Pierwsze wrażenie zbliżone do Dalmore 12yo oraz Tesco Highland Single Malt 12yo (czyli też Dalmore 12yo), jest ten czekoladowo-pomarańczowy charakter za który uwielbiam obie wyżej wymienione, ale jest też trochę alkoholowej ostrości i lekko ścierkowych akcentów.

Po drugie Winnica Lidla poszerzyła swoją ofertę o whisky w całkiem konkurencyjnych cenach które robią się rewelacyjne w połączeniu z trwającą do końca grudnia promocją “rabat 50zł przy zakupie whisky za co najmniej 300zł”. Jest w tej ofercie sporo klasyki, od mojej ulubionej dwunastki (Glenlivet) przez blended malta JW Green Label po nagradzane Ballantine’s 17yo (jest też 21yo) czy Glen Grant 10yo. Miłośnikom bourbonów zwracam uwagę na obecnego na naszym rynku od niedawna dziesięcioletniego Bulleita, dobra rzecz.

No to Wesołych!

EDIT: Rzeczywiście, Carrefour ma całą gazetkę z promocją whisky od 15.11 do 31.12, po prostu jest ona niedostępna w internecie oraz ma na dole adnotację o dystrybucji gazetki wyłącznie na stoisku alkoholowym. Musiało się coś zmienić w interpretacji przepisów, poprzednie gazetki dało się spokojnie znaleźć w internecie. Oto więc krótki przegląd owej gazetki:

  • Trójca Ardbeg: 10yo za 169zł, Corryvreckan za 279zł, Uigeadail za 229zł. Ardbeg to whisky wyłącznie dla miłośników mocno dymnych i medycznych szkockich, pewnie z tego powodu rzadko bywa przeceniany w hipermarketach. Tym bardziej jest to promocja warta uwagi, ceny są mocno okazyjne względem sklepów internetowych i jeśli ktoś lubi Ardbega będzie wniebowzięty, cała ta trójka to klasyka gatunku. Uprzedzam że kupowanie jej na prezent bez rozeznania jest ryzykowne.
  • Benriach 10yo za 139zł i Glendronach 12yo za 159zł czyli bardzo sympatyczne (można kupować na prezent w ciemno) podstawowe wersje single maltów dwóch znanych, szanowanych destylarni, należących do tej samej spółki (od zeszłego roku do Brown-Foreman, właściciela Jack Daniel’s).
  • Highland Park 12yo za 159zł to whisky do której jakoś nie mam przekonania w cenie zaledwie zbliżonej do internetowych.
  • Glenlivet 12yo za 129zł to moja ulubiona szkocka dwunastka, nie dość że w tym roku powróciła na polski rynek to jeszcze tutaj w świetnej cenie. Brałbym z półki wszystkie butelki.
  • Glen Scotia Harbour za 139zł, Glenfiddich 21yo Reserva Rum Cask Finish 599zł, Mortlach Rare Old za 239zł (ale tylko 0.5L) to butelki których zwyczajnie nie znam więc mogę tylko powiedzieć że mają ceny niższe niż w sklepach internetowych.
  • Balvenie 14yo Caribbean Cask za 249zł to bardzo atrakcyjna cena za bardzo dobrą whisky chociaż uważam że Balvenie odlatuje z cenami. Wciąż, lepiej kupić za dwie i pół stówy niż za trzy. Jak to zwykle u Balvenie przepiękna etykieta.
  • Bulleit 10yo za 139zł czyli trzecia już propozycja marki Bulleit, trzyma wysoki poziom do jakieg przyzwyczaiła nas ta marka (nie destylarnia, to jest destylowane przez Four Roses) i jest bardzo dobrym wstępem do bourbonów w słusznym wieku, właściwie jednym z lepszych, zwłaszcza od kiedy Knob Creek i Elijah Craig straciły oznaczenie wieku.
  • Blanton’s Special Reserve za 139zł to jest dla mnie, obok Glenliveta, przebój tej promocji, podstawowa wersja (istnieje teoria że różnią się wyłącznie rozcieńczeniem) słynnego bourbona którym zachwycają się także fani szkockiej.
  • Nikka Super Rare Old za 189zł – każdy fan whisky powinien się choć trochę zapoznać z japońską, ta Nikka to jedna z bardziej przystępnych i smacznych propozycji.
  • Teeling Small Batch za 109zł to jedyna irlandzka w całym tym zestawieniu i moim zdaniem warta tej ceny.

Dodatkowo w Carrefourze w którym akurat byłem jest jeszcze kilka innych przecen, między innymi Bulleit Bourbon w woreczku za 89zł. Świetna cena. Woreczek oprócz funkcji ozdobnej służy do pokruszenia lodu do typowo letnich koktajli jak Mint Julep (który sam z siebie ma fascynującą historię – ale tą zajmiemy się latem).